Dieta dla serca| Odnowa naczyń krwionośnych| Zioła i kuracje oczyszczające.

Dieta dla serca| Odnowa naczyń krwionośnych| Zioła i kuracje oczyszczające.


W trosce o odnowę naczyń krwionośnych zadbajmy o prawidłową wymianę kolagenu, zapewniając właściwe rezerwy witaminy C i  aminokwasów  np: argininy, cysteiny, lizyny, karnityny  oraz  estrogenów, odpowiedzialnych za  przemiany wapniowe  i  zapobieganie miażdżycy- poprzez blokowanie osadów LDL i stymulowanie odporności.

 Odnowę kolagenu wspierają: spirullina, soki z aloesu, noni, granatów, śliwek kalifornijskich, cytryny, kiwi, poziomki, porzeczki, truskawki, maliny, figi, banany, buraczki, jagody, soja, marchewka, brokuły, siewki trawy i żyta, kiełki soi, fasoli, rzeżuchy, słonecznika.


O mocy serca.

O mocy serca.














Serce jest nie tylko źródłem naszej mocy, ale i domem dla naszej duszy.
Dlatego, winniśmy troszczyć się o nie i zasilać je miłującą uwagą, albowiem tym, czym karmi się nasza dusza, jest właśnie miłość.

 To ona nas prowadzi, wspiera, chroni oraz łączy z boskim Źródłem.
 Równocześnie jest  naszym Aniołem przewodnikiem, który wyznacza nam życiowe zadania i określa głębszy sens codziennych zdarzeń. 
Jej anielskie skrzydła unoszą nas ku niebu i pozwalają przekraczać wszystkie dualne, człowiecze ograniczenia.

Gdy połączymy serce z umysłem i oddamy się naszej duszy, to nie ma już niczego, co mogłoby przeszkodzić nam w realizacji naszych marzeń oraz zaspakajaniu najważniejszej potrzeby, jaką jest bycie spełnionym oraz kochanym.

 Nasze serce ma również moc uzdrawiania naszego ciała.

Generowane z niego impulsy, nie tylko nas leczą, ale jednocześnie zasilają cały wszechświat światłem, prawdą i miłością.

Jesteśmy, bowiem w połączeniu ze wszystkimi i z wszystkim i to serce, a nie umysł jest naszym łącznikiem.

Wiemy, że to, co myślimy nieustannie wpływa na nasze ciało, a stres jest przyczyną, aż około 90%  wszystkich chorób. Każda negatywna emocja zaburza przepływ energii, wpływa na spadek dotlenienia i  dopływ składników odżywczych do komórek.

 Odwrotnie, gdy koncentrujemy się na tym, co dobre, doceniamy siebie i innych, jesteśmy zadowoleni i zrelaksowani, to o wiele szybciej pokonujemy choroby, a niezachwiana wiara w wyzdrowienie i siły naszego układu immunologicznego, czyni prawdziwe cuda.

Kiedy wypełniamy się współczuciem, troską, wdzięcznością, szacunkiem, radością, dobrocią i miłością, to nasze serce wytwarza impulsy o mocy nawet 1000 krotnie silniejszej, niż nasz umysł. 

Dlatego, tak ważne jest połączenie serca z umysłem, czyli bycie w stanie koherencji.

Fizycy kwantowi udowodnili, że myśli i emocje wpływają na rzeczywistość, teraz już wiemy, że zmieniają również nasze DNA,  a ono wchodzi w nieustanny dialog z całym wszechświatem.

Wszystko co istnieje,  jest energią przybierającą różne formy. Protony, neutrony, biofotyny strukturyzują się w różnorodne wzory i tworzą realny, fizyczny obraz. Ludzkie myśli i emocje są informacją, nadającą sens i porządkującą wzory wiązek impulsów energii. 

 Nasze serce jest odbiornikiem emocji i myśli, doświadczanych w umyśle i jednocześnie ich nadajnikiem, przekazującym je do wszystkich układów naszego ciała, a ponieważ jesteśmy częścią całego wszechświata, to  trafiają one na zewnątrz i wchodzą w reakcję z tym i tymi, którzy nas otaczają. Pola torsyjne serc sięgają na wiele metrów poza nasze fizykalne ciała.

Stąd mówimy, że Ci, którzy się kochają, połączyli się w miłości.

Jest to nie tylko symboliczne określenie ,, więzów” międzyludzkich- naprawdę łączą nas uczucia i nasze myśli.

Dodatkowo wszystkie informacje, w tym te, w formie myśli i uczuć, zapisują się w matrycy informacyjnej wszechświata. Tak, więc to, co myślimy i czujemy, nie jest tylko ulotnym i mglistym doświadczaniem samego siebie, ale  ważną informacją, stającą się częścią wszystkich i wszystkiego.

Dlatego, jeśli tylko możemy, to zasilajmy świat i naszych bliskich dobrem, miłością, troską i wdzięcznością…
 Ona i tak ku nam powróci.


Pamiętajmy o tym, ze zanurzone w jedności serce, nie rozróżnia, czy adresatem naszych słów i myśli są inni, czy my sami. W przenośni, wszystko bierze do siebie.

 Wyrażajmy się więc o innych z miłością, bo tak naprawdę, zawsze mówimy o sobie samym. 
Zadbajmy o czystość domu dla  naszej duszy, odrzućmy gniew, zawiść, zazdrość, urazy i lęki...

Pokochajmy głęboko  samych siebie- to najcenniejszy dar, którym możemy obdarować siebie i innych, bowiem wszyscy jesteśmy połączoną sercem,   Jednością Boskiego Źródła.   

Warto obejrzeć:






Przesłanie miłości

Przesłanie miłości




Twoją MOCĄ jest miłość, albowiem wszystko to, ku czemu dążysz i czego pragniesz, jest MIŁOŚCIĄ.

Siła, która powołała Cię i podtrzymuje przy życiu, jest miłością.

 To, co wyznacza rytm i bicie twego serca, jest miłością.

 Ci, których spotykasz, idą ku tobie z miłością i to, czym pragniesz ich
 obdarować, jest miłością.

 Również Ci, za którymi tęsknisz i na których czekasz w swoim życiu, są miłością.

Miejsca, które chcesz odwiedzić i podróże, w które planujesz wyruszyć, są potrzebą doświadczania cudów i piękna, a ono jest miłością.

Twoje fantazje, marzenia i ekscytacja, dotyczące tego, co osiągniesz, kierując się prawdą, są miłością.
To, czym emanujesz ku innym, gdy jesteś spełniony, to radość i szczęście, a te są miłością.
Twoje wszystkie dobre uczynki są uczynione z miłością.
Twój uśmiech i zadowolenie, gdy witasz nadchodzący dzień,  jest wdzięcznością, a ona jest miłością.

 Gwiazdy i księżyc na niebie, gdy zasypiasz, stworzone zostały dla Ciebie z miłością.
 Śpiew ptaków i szum wodospadu, który słyszysz, jest miłością.
 Chłód wody i ciepło słońca, które czujesz, są miłością.

 Pokarm, który spożywasz i woda, którą się poisz jest twoim darem, a ten otrzymałeś z miłością.
 Matka Ziemia, po której stąpasz i  boskie powietrze, którym oddychasz, są przesiąknięte miłością.

Ty, który zostałeś ofiarowany światu, istniejesz i  doświadczasz, jesteś MIŁOŚCIĄ...


 Albowiem wszystko, co było, jest i będzie, jest najczystszą miłością. 

Dlatego, tak  Cię kocham.
Z cyklu Rozmowy z duszą. Szczęście

Z cyklu Rozmowy z duszą. Szczęście




 Jedyne, co naprawdę możesz dać światu, to szczęście- szepcze dusza.
 Nie chodzi tu jednak o uszczęśliwianie innych, ale o twoje bycie szczęśliwym.

 Nie musisz, zatem nic robić, by inni byli szczęśliwi. Wystarczy, że wspierasz ich miłującą uwagą i doceniasz ich starania...

On i ona. O cudzie wdzięczności.



On i ona. O cudzie wdzięczności.

Kochani moi, już kilka razy pisałam wam o  znaczeniu  wdzięczności, ale tym razem, chciałabym podkreślić jej niezwykłą moc w odniesieniu do tworzenia udanej relacji partnerskiej.

 Moim zdaniem jest tak, że wszystko, za co jesteśmy wdzięczni pomnaża się.
 Energia zawsze podąża za naszą uwagą i zmienia jej przedmiot, według naszych preferencji.

 Również uczucie wdzięczności za miłość i dobroć, jaką otrzymujemy od partnera powoduje, że nasza relacja zmienia się i staje się jeszcze doskonalsza, a on sam stara się dać nam jeszcze więcej dobra.

Czyż tak nie jest, że gdy czujemy się doceniani i potrzebni, to wszyscy chętniej sami z siebie dajemy? Nie trzeba nas, wtedy o nic prosić.
 Wierzę również, że kiedy skierujemy uwagę na to, co dobre w naszym, dualnym partnerze,  to ujrzymy wkrótce całe jego piękno i doskonałość.

 Ja zaczynam każdy mój dzień od podziękowania za wszystko: za wodę, powietrze, ptaki, moje ciało, cudownych ludzi… i odkąd tak robię, wszędzie zaczynam widzieć tylko dobro.
Wierzę również, że Ci, których spotykam, są moimi nauczycielami i wszystko, co od nich otrzymam, zawsze służy mojemu dobru.
Myślę, że również i nasi partnerzy przychodzą ku nam, by nas nauczać i stymulować do  samorozwoju.

Każde ich zachowanie jest dla nas szansą na  głębsze poznanie samych siebie, służy zatem naszemu dobru.

Bowiem, nawet wtedy, kiedy czujemy się zranieni lub niekochani, to otrzymujemy od nich w darze bardzo ważny komunikat np: daj sobie samemu miłość, popracuj nad przekonaniem wywołującym takie, a nie inne zachowania względem twojej osoby, określ kierunek, w jakim pragniesz podążać…..
Przemyśl, dlaczego osoba, z którą jesteś, wywołała w tobie to, a nie inne uczucie.
  Nie wypieraj uczuć ani emocji, tylko wykorzystaj je do nauki kochania samego siebie i odczuj wdzięczność, za możliwość zadania sobie pytania.
 Jeśli partner Cię zranił, to również dał Ci przykład, jak ty sam, nie powinieneś postępować względem innych, a co dasz, to otrzymasz.

I tak oto:
Zainteresowanie partnera może oznaczać, że nas kocha, a jego brak, że powinniśmy dać samym sobie i innym więcej uwagi.
Czułe słowa mogą oznaczać, że jesteśmy wspaniali, a ich brak, że czas docenić samych siebie i innych.
 Negatywna uwaga, dotycząca naszych zachowań, pokazuje nam, że partner ma inne preferencje i musimy popracować nad tolerancją, a jeśli chcemy, to możemy dać mu dar zmiany naszych zachowań…
Krytyka naszego wyglądu oznacza- zrozum, że jedyną osobą, dla której zawsze jesteś piękny, jesteś ty sam…
Przykładów mogą być tysiące.

Wszystko zależy od naszego spojrzenia na rzeczywistość. 
 To my sami, przecież określamy i nadajemy sens działaniom innych osób.
 Ci, których spotykamy, nie stanowią przyczyny i źródła naszej miłości ani przekonań, tylko są ich skutkiem. Ich rolą jest podświetlenie- odbicie ku nam naszych ukrytych emocji i uczuć. 

To, co dobre mówi nam -jesteś wspaniały i zasługujesz na to, co najlepsze.
To, co ,, złe" mówi nam - popracuj nad tym, co wyzwala w innych takie, a nie inne zachowania. Pokochaj siebie i doceń.

Tu wiele osób zapyta również, dlaczego naprawdę wspaniałe i kochające osoby przyciągają ku sobie takich, a nie innych partnerów? Przecież to, co daję ma ku mnie powrócić?
I tu istnieje wiele przyczyn.

Ci, którzy kochają innych, nie zawsze kochają samych siebie. A świat nie rozróżnia Ja - Oni.

Brak miłości= brak miłości.
Czasem błędnie zakładają, że należy się poświęcać i uszczęśliwiać innych kosztem samego siebie. Samopoświęcanie= brak miłości.
Niekiedy, też pragną zdobyć w ten sposób akceptację w oczach innych- on mnie tak traktuje, ja mu wybaczam i jeszcze czynię dobro. Spójrzcie, jaki jestem doskonały…
Poszukiwanie, za wszelką cenę, akceptacji w oczach innych=brak samoakceptacji= brak miłości. 

No cóż, w takim razie, to ten niby zły partner jest dla nich doskonały i umożliwia im realizację planu bycia męczennikiem, zbawicielem, ofiarą…. i odkrycia, że sami siebie nie kochają. 
Jego okrutne zachowania mogą być, więc dla nich ostatnią szansą na ujrzenie prawdziwej przyczyny ich nieszczęścia, którą jest brak miłości ku sobie samym.

 Przyciągnięty partner, również nie potrafi kochać samego siebie- nikt napełniony miłością ku sobie, nie czyni innym świadomie krzywdy. 
Czyli, znów podobne przyciąga podobne.

Pomysłów na życie są tysiące.

 Skoro mówimy o prawdziwej miłości, to przypomnę- partner da nam tylko to, co dajemy już sobie sami. My jesteśmy przyczyną jego zachowań.
I tak, gdy umniejszamy samych siebie i on nas poniża, gdy nie kochamy siebie i on nie okaże nam ciepłych uczuć. Gdy krytykujemy siebie w myślach i on nas krytykuje…

A gdy, dzięki jego zachowaniom zaczynamy rozumieć, że jedyną osobą, która może nas zawsze kochać, jesteśmy my sami, to albo jego zachowanie zmieni się, albo od nas odejdzie.
Gdy kochamy siebie, to nie przyciągamy osób, które mają nas krzywdzić, a jeśli pojawią się same, to już nie wchodzimy z nimi w głębszą relację. Bo i po co?
Gdy zmienimy samych siebie, to świat też ulega zmianie- jest  przecież naszym odbiciem i odzwierciedla to, w co głęboko wierzymy.

 I tak, oto wdzięczność czyni cuda. Przychodzą okoliczności,  w tym zachowanie partnera, a my bez względu na ich charakter, doszukujemy się w nich  zawsze naszego dobra.

 No i teraz, możemy mówić o sztuce bezwarunkowej miłości, względem partnera.
Bez względu na to, co od niego otrzymam przyjmę to, jako dobro i docenię, jako dar i lekcję nauki kochania samego siebie.
 W ten sposób, nasz ukochany partner zostaje uwolniony od presji i lęku przed popełnieniem błędów- zawsze daje nam dobro. Wiedząc to, łatwiej mu nas kochać, bowiem nasza wdzięczność jest zarazem najpełniejszym wyrazem naszej miłości ku niemu.
Kiedyś napisałam, że miłość jest skupieniem miłującej uwagi na tym, co pozytywne i piękne w tych, którzy nas otaczają, czyli na tym, co możemy w nich docenić i za co wyrażamy im naszą wdzięczność.

Skoro, dzięki sztuce świadomego wyboru zawsze widzimy w zachowaniach innych dobro, to równocześnie zawsze ich kochamy….

 Jednocześnie wyzwalamy się tak z chęci zmiany partnera. Bo i po co. Przecież zawsze jest naszym mistrzem sztuki kochania siebie i innych. Zawsze jest doskonały.
 Zmieniam się, zatem tylko ja i moje podejście do tego, co od niego otrzymuję.
Dając mu taką miłość, możemy być pewni, że i on będzie nas kochał, a jak nie, to odejdzie i poszuka sobie kogoś, kto nie kocha samego siebie. Nie jest tak kochani, że zawsze i do końca idziemy razem...
Gdy jedno z nas pracuje nad samym sobą i relacją, a drugie nie ma na to ochoty, to czas zrozumieć, że życie nie jest obszarem do doświadczania frustracji i pożegnać się z nim.
Ale najpierw, należy dać mu bezwarunkową miłość. Wykorzystamy w ten sposób również wszystkie jego dary i nie pogrążymy się w roli ofiary losu.  Damy mu jednocześnie szansę bycia naszym osobistym trenerem miłości i przykład, jak kochać siebie samego.  Albo nauczy się od nas, albo pójdzie w swoją stronę… 
 Obie opcje są równie dobre. Inaczej nie oznacza przecież gorzej. Świat niesie ku nam tysiące osób, które możemy pokochać. Ale stanie się to wtedy, gdy pokochamy sami siebie i okażemy sobie i innym wdzięczność…

Może, więc warto spróbować? 


 Z cyklu Rozmowy z duszą. O poszukiwaniu miłości.

Z cyklu Rozmowy z duszą. O poszukiwaniu miłości.




Ukochana duszo moja, choć od wielu lat, szukam spełnionej miłości, to nie mogę jej znaleść. Ci, w których się zakochuję, nie odwzajemniają moich uczuć, a Ci,  którzy mi je dają, są tylko moimi przyjaciółmi.
 Nie ty jedna, masz ten problem. Dla pociechy opowiem Ci bajeczkę.


Pewna, piękna Weronika czuła się samotna i tęskniła za swoim ukochanym.
 Marzyła dniami i nocami - Jakie piękne byłoby moje życie, gdybym miała kogoś, kogo mogłabym pokochać?
Nie mogąc odkryć sama, w czym tkwi sekret spełnionej miłości, udała się w podróż do sąsiedniej krainy, w której miała nadzieję odnaleźć swojego ukochanego.
 Nie widziała, bowiem wokoło siebie nikogo, kto wart byłby jej zakochania.

 I tak, oto podróżowała z miasta do miasta, nieustannie wypatrując swojego idealnego ukochanego. Tak mijały jej dni, miesiące i lata. W zamyśleniu i oczekiwaniu wszyscy,  bowiem wydawali jej się szarzy i nijacy…
 W końcu zniechęcona postanowiła zawrócić i spędzić życie w samotności.

Zmęczona usiadła pod drzewem i w cieniu oddawała się zadumie nad swoim  niespełnionym  życiem.
Obok niej przechodził wędrowiec i widząc, że coś ją trapi, zapytał o powód jej zmartwień. Wysłuchawszy jej, stwierdził- Już wiem, jak Ci pomóc piękna Weroniko.
 Powiedz mi tylko, czego pragniesz od swojego ukochanego, a ja powiem Ci, gdzie go znajdziesz- powiedział.
Weronika zawahała się, lecz po chwili namysłu odrzekła.
-Pragnę troski, czułości, by mnie cenił, podziwiał moje piękno, dawał mi bezpieczeństwo, radość i szczęście….

No tak i wszystko jasne. 
 A teraz kochana idź i daj to sobie sama- odrzekł wędrowiec.
Przez rok troszcz się o siebie, otaczaj czułością, podziwiaj za piękno, raduj się i bądź szczęśliwa. Potem wróć, a ja wskażę Ci,  gdzie jest twój ukochany.
 Weronika nic z tego nie zrozumiała i poszła zła, mrucząc pod nosem. 
Sama mam sobie dać ?

Zrobiła jednak tak, jak poradził jej wędrowiec. Cieszyła się, była szczęśliwa, podziwiała swoją urodę i troszczyła się o siebie, dbała o swoje bezpieczeństwo, była dla siebie czuła i opiekuńcza. Jednym słowem, dawała sobie wszystko, czego kiedyś poszukiwała na zewnątrz.
  
Po roku ponownie wybrała się w podróż, ale tym razem już nie szukała narzeczonego, tylko z zachwytem podziwiała piękne krajobrazy. Nagle przypomniała sobie o wędrowcu i postanowiła podziękować mu za radę. Jest teraz przecież taka szczęśliwa i spełniona!
Wędrowiec już czekał i ujrzawszy ją ponownie, zapytał - czego szukasz piękna Weroniko?

Oj, wędrowcze już nie szukam, tylko chciałam podzielić się z tobą tym, jaka jestem szczęśliwa!
A narzeczony?- zdziwił się wędrowiec.
 Oj, sam się znajdzie- rozpromieniona odrzekła.

 No tak i wszystko jasne!

Weronika odwróciła się i już miała odejść, gdy nagle wędrowiec zdjął swoją szatę i zawołał- A może tak, jesteś zmęczona podróżą i zajdziesz do mnie na herbatkę? Pośmiejemy się razem, poopowiadamy o naszym szczęśliwym życiu…

Weronika zawstydziła się, bo gdy odwróciła głowę, to ujrzała niezłego przystojniaka.
Do tego okazał się mądry, troskliwy, radosny i szczęśliwy. Czyż nie kogoś takiego kiedyś szukała?
Wędrowiec też się speszył. Ta, zagubiona rok temu niewiasta, wydała mu się teraz niezwykle piękną kobietą… Tyle lat kręcił się pod drzewem, a wszystkie niewiasty, które spotykał i pouczał, nigdy już nie wracały. Obrażały się lub mówiły, że je oszukał…
 Ale mi się trafiło, a już buty zdarłem- uśmiechnął się pod wąsem.
 No tak, kto szuka ten znajduje, a ten, co już znalazł, może pomóc drugiemu szukać.
 A czasem, dwoje  naraz  szuka tego samego i wystarczy im się spotkać…

Miłość, zatem znajdujemy szukając wewnątrz siebie, nie na zewnątrz.
 Ten, którego szukamy nic nam nie da, tylko pomnoży to, co  już dajemy sobie sami.
Ukochany, jest bowiem odbiciem naszego piękna i szczęścia, a nie jego przyczyną.

To, co przyniesiemy w sobie i podarujemy  ukochanemu, zostanie nam odwzajemnione, ale tylko wtedy, gdy sami wcześniej wybierzemy się w podróż do własnego serca… 
Z cyklu On i ona. o konieczności komunikacji własnych uczuć i potrzeb cz. V

Z cyklu On i ona. o konieczności komunikacji własnych uczuć i potrzeb cz. V







































Kochani moi, jak pisałam wam wielokrotnie, sztuka bycia z innymi, w tym tworzenie relacji partnerskiej,  oparta  jest na byciu z samym sobą.  Zauważcie sami,  jak wiele naprawdę kochających się par przechodzi liczne cykle zbliżania się i oddalania, a ich uczucia zmieniają się, jak w kalejdoskopie. Raz są sobą zachwyceni, a  już po chwili, nie mogą na siebie patrzeć. Jednego dnia kochają się do szaleństwa, drugiego gniewają i sprzeczają o byle co. Dlaczego tak jest?

Dzieje się tak dlatego, iż każdy z nas może doświadczyć względem partnera wielu odmiennych uczuć: tęsknoty i zniechęcenia, podziwu i gniewu, wdzięczności i urazy, akceptacji i żalu. Pojawiający się w naszym życiu  partner pomaga nam, bowiem uzdrowić naszą duszę i wyzwala w nas wszystkie tłumione emocje, w tym te, z wczesnego dzieciństwa. Wobec tego jakieś słowo, czy gest, stają się wyzwalaczem zakodowanych w naszej podświadomości bolesnych przeżyć i przekonań np. nie jestem dość dobry, nie zasługuję na bezwarunkową akceptację, wszyscy coś ode mnie chcą...  Kłócimy się, więc o coś, z czym partner nie ma, tak naprawdę nic wspólnego. Wystarcza iskra i pożar gotowy.

W pamięci emocjonalnej mamy także zapisy karmy naszych przodków. Ich doświadczenia i wzorce wpływają, zatem na naszą zdolność bycia w związku z innymi i z samym sobą. Mówimy, dla przykładu: jaki ojciec, taki syn, albo moi rodzice też tak robili, w mojej rodzinie wszyscy się rozwodzą, moja matka nie kochała ojca, mam to po dziadku.... 

Paradoks polega na tym, że im bardziej kochamy naszego partnera, tym więcej ujawniamy dzięki niemu  negatywnych emocji i tym intensywniej oczyszczamy,, linię obciążeń wielopokoleniowych".

Piszę o tym dlatego, że sama mam za sobą dwie nieudane relacje. I choć bardzo kochałam moich partnerów, a oni mnie, to  dochodziło między nami do wielu bolesnych kolizji. Uczymy się, więc na błędach.

 Kiedy czułam się zagrożona, to do głosu dochodziły moje traumatyczne doświadczenia ze wczesnej młodości, na kanwie których pojawiało się błędne myślenie- nie zasługuję na miłość i szacunek. 
I tak, mój partner popełnił błąd, ja brałam go do siebie. Problem polegał na tym, że jeden był alkoholikiem, a drugi pracoholikiem, więc kiedy dążyłam do rozmowy o problemie, jeden  pił i znikał na kilka dni, a drugi cały czas coś robił, twierdząc, że przeze mnie nie może odnieść sukcesu... 
I tak, na własne życzenie, nabawiłam się jeszcze poczucia winy -  kiedy coś mówię, to  robię coś nie tak...
Oj, teraz lata upłynęły, a ja, kiedy mam do czynienia z mężczyznami i coś im tłumaczę, to często przepraszam, czuję się winna lub w ogóle unikam dłuższych konwersacji.
  Poczucie winy myliłam, bowiem z lekiem i urazą, stąd zostało ono  jeszcze nieprzepracowane i schowało się naprawdę głęboko- kując od czasu do czasu, jak drzazga w stopie. Niby idziesz do przodu, ale ciągle stajesz i coś Ci uwiera.
Problem  było również to, że błędy mojego partnera wyzwalały we mnie potrzebę kochania go jeszcze mocniej. Coś mi mówiło- mój mężczyzna, właśnie teraz, potrzebuje mnie najbardziej. Starałam się na siłę  tłumić w sobie dawne emocje i nie pozwalać im wypłynąć. Niestety, skutek był odwrotny- on czuł, że coś mnie boli, a ja nie mogąc mu pomóc np. leczyć się za niego, miałam chore poczucie winy. Przyciągałam, bowiem równie poranionych, jak ja sama mężczyzn.
 Ich zachowania miały mi pomóc w pozbyciu się bolesnych wspomnień i zmienić dawne wzorce na- jestem wspaniała i zasługuję na uczucie miłości, mężczyźni nie robią mi krzywdy, mogę polegać na swoim partnerze.

 Odkryłam to jednak, będąc  już sama i zaglądając głęboko do własnej duszy. Zatem wiem kochani, że nie sztuką jest udawać, iż nie mamy problemu, a ujawniać emocje i pracować nad nimi tak, by nie obwiniać i nie obciążać swojego partnera.


,,  By namalować obraz miłości, płótnem na które nałożymy barwy  zakochania, musi być  pokochanie i poznanie samego siebie."


   Każdy  z nas ma prawo do lęku, niepewności, gorszego samopoczucia, wspomnień i bolesnej przeszłości. Są one cieniem dla miłości, oddania, zaufania i wdzięczności, a im więcej światła, tym więcej ciemności.

 Udana i głęboka relacja partnerska wymaga, zatem pracy i zaangażowania obu stron. Zakochanie zawsze szybko mija, więc musimy naprawdę  starannie pielęgnować zasadzone w ogrodzie uczuć rośliny. Inaczej byle susza, wiatr, ulewa... i po ogrodzie.
Mylnie zakładamy również, że początkowo zaangażowany, rozumiejący i cierpliwie słuchający nas partner, już zawsze taki będzie. Nie jest to jednak możliwe, bo nikt nie jest doskonały.  On także ma swoje wspomnienia i demony. Oczekiwania zderzają się, więc z bolesną rzeczywistością.
Czy, tak nie jest, że przychodzi kolejna kłótnia małżeńska i choć wczoraj mieliśmy cudownego partnera, to dziś myślimy o rozwodzie.
Wczoraj troszczył się o nas, a dziś nie chce mieć z nami nic wspólnego. Nie poznajemy już w sobie tych, w których tak byliśmy zakochani. Rozglądamy się, więc za kimś, kto od nowa nas zachwyci i pokocha.

 Gdy nie zakorzenimy zaufania, intymności i akceptacji, pomimo popełnianych błędów, to naprawdę szybko rozejdziemy się w gniewie i urazie.

By pielęgnować nasze roślinki musimy, bowiem mieć odpowiednie narzędzia w postaci umiejętności komunikowania swoich potrzeb oraz  swobodnego wyrażania uczuć. Dodatkowo należy poznać potrzeby naszego partnera i wsłuchiwać się w rytm jego serca, by móc dać mu to, czego pragnie.

Miłość jest też sztuką akceptacji odmienności i niedoskonałości własnych oraz tego, którego kochamy. Wymaga szacunku dla jego przestrzeni i wolności oraz pracy nad własnymi emocjami.

Być w relacji, to jednocześnie poznać siebie, nauczyć się zarządzać własnymi emocjami, zharmonizować się i dopasować, tak, by nie naruszać emocjonalnego terytorium partnera, jednocześnie pozwalając mu na samorealizację.

Pierwszym krokiem na drodze do udanej relacji jest zamiana poczucia odpowiedzialności z to ty i przez Ciebie na to Ja i moje uczucia.  Niby proste.
Zamiast komunikatów:
Kochanie już nie mogę wytrzymać, gdy marudzisz i zrzędzisz.
-Ja czuję się wyczerpany i potrzebuję  trochę spokoju. Porozmawiajmy, kiedy indziej.

Już nie mogę z tobą, ciągle gdzieś się spieszysz.
- Nie lubię pośpiechu.

Dlaczego nie zrobisz, jak Ci każę.
- Kochanie zrób mi tak, a tak.

Przez Ciebie mam zły humor.
- Czasem twoje zachowanie powoduje, że się irytuję.

Zamiana odpowiedzialności, to jednocześnie zrozumienie, że to my sami tworzymy własne emocje i nimi zarządzamy. Jest jedyną drogą do miłości bezwarunkowej, czyli kochania pomimo zewnętrznych okoliczności- niezależnie od warunków. Uwalnia nas na zawsze od poczucia krzywdy i gromadzenia uraz, oczyszcza i  otwiera czakrę serca. Dzięki niej jesteśmy w roli kreatora, a nie,  zależnej ofiary. Wymaga jednak pracy i odpowiedzialności. Łatwiej winić innych, trudniej pracować ze swoimi błędami i niedoskonałościami.

Relacja z partnerem, to również nasza szansa na nauczenie się szacunku dla innych i oddzielania zachowań oraz cech od osoby, która nimi nie jest.
Nigdy nie powinniśmy, zatem mówić, że to partner jest przyczyną naszych emocji, a tylko komunikować, że niektóre jego zachowania wyzwalają w nas takie, a nie inne odczucia.

  Bezwzględnie musimy unikać negatywnych określeń odnoszących się do osoby, a nie do jej zachowań, np:

Jesteś podły, bo przez Ciebie...
Jesteś okrutny, bo…
Jesteś głupi…

Zamiast tego, możemy powiedzieć:
Źle czuję się, gdy ty…
Twoje zachowanie powoduje we mnie…
 Nie popieram twojego zdania na dany temat…
Odczuwam irytację, gdy ty...
Czuję się smutny, kiedy...

 Kobiety często nie potrafią mówić wprost o tym, co czują, a mężczyźni w ogóle unikają wyrażania uczuć.

Paradoksem jest to, że im bardziej kobieta pragnie swojego mężczyzny i jego uwagi, tym więcej nadaje komunikatów- to przez Ciebie i rani  tym partnera, powodując jego oddalanie się. Stąd:
 Kochanie przez Ciebie jestem taka samotna. Nie dbasz o mnie. Nie potrafisz mnie kochać. Tak na Ciebie czekałam. Nie mogę na tobie polegać.
Zawiodłam się na tobie. Jesteś nieczuły...

Oznacza zazwyczaj: pragnę więcej twojej uwagi, zaangażowania, czułości...

Odwrotnie mężczyzna, im bardziej zależy mu na akceptacji kobiety, tym mniej daje to po sobie poznać. Nie odzywa się lub wychodzi z domu.
 Znanym zjawiskiem jest to, że im bardziej mężczyzna pragnie kobiecej uwagi i akceptacji, tym większa jest jego obojętność- obrona przed utratą niezależności. Stąd:
Nie zawracaj mi głowy.
Nic mnie to nie obchodzi.
Nie będę z tobą rozmawiał.
Znowu wymyślasz.
Czego, ty chcesz?
Nie wiem, o co Ci chodzi!
Mam tego dosyć!
To niedorzeczne….

Oznacza zazwyczaj- nie wiem, czego oczekujesz ode mnie, pragnę dać Ci, wszystko, co najlepsze, ale nie wiem jak, czuję się niedoceniony…   

I tak brniemy do nikąd, a wszystkiemu winien brak komunikacji prawdziwych uczuć. Np: 
Tęsknię za tobą.
Pragnę twojej akceptacji.
Chcę więcej czułości.
 Proszę, wysłuchaj mnie.
Potrzebuję trochę przestrzeni.
Doceń mnie.
 Nie lubię, gdy mnie krytykujesz.
Daj mi więcej zaufania.

Nie potrafię zrozumieć twoich uczuć, powiedz mi, co czujesz!

Nie lubię, gdy...

 Czuję się szczęśliwy, gdy ty...

Kobiety muszą mieć świadomość, że mężczyzna nie domyśli się, co czują, tylko czeka na jasne komunikaty. Dlatego, jeśli skrywają swoje lęki i niepewności, a potem przy braku reakcji obwiniają go o swoje frustracje, to niszczą związek. Atak na kogoś i wpędzanie go w poczucie winy jest brakiem miłości.

Z drugiej strony, mężczyzna musi wiedzieć, że czasem zadając sam z siebie pytania o to, co czuje kobieta, okazuje jej zainteresowanie, a nie wścibskość, czy brak taktu. Obojętność ze strony mężczyzny oznacza dla kobiety właśnie brak uczuć i miłości. Choć nie posiada on sztuki czytania w myślach, a im bardziej potrzebuje kobiecego światła, to tym bardziej  pragnie się oddalać to, powinien stanąć w miejscu i zapytać. Inaczej, bowiem to partnerka, a nie on, pogrąży się w mroku.

Wiemy już, że mężczyźni nie lubią, gdy zadaje im się zbyt dużo pytań – oznacza to dla nich kontrolę. 
Kobiety odwrotnie- oznacza to dla nich zainteresowanie i troskę.

 Dla przykładu, pytania: o której wstajesz kochanie, co robisz po pracy, co Ci kupić, gdzie byłeś, co robiłeś…łaś? 
 Kobieta rozumie- on  troszczy się o mnie, jestem dla niego ważna.
  Mężczyzna- ona mnie szpieguje i  nie ma do mnie zaufania.

Mężczyźni mówią zazwyczaj, by przekazać jakieś informacje, a kobiety, by rozładować nadmiar uczuć.

Stąd mężczyźnie bardzo  trudno słuchać i rozumieć mówiące o swoich przeżyciach kobiety, a kobietom uwzględnić konieczność krótkich komunikatów.


 Dodatkowym utrudnieniem jest to, że kobiety dopiero wyrzucając z siebie potoki słów, dochodzą do meritum. Myśląc głośno znajdują odpowiedzi i określają sens tego, co tak naprawdę chcą przekazać. 

Odwrotnie mężczyzna. Kiedy myśli, to milczy. Szuka sensu  w ciszy i szykuje najwłaściwszą odpowiedź.  Gdy nie wie, co czuje, to milczy.

Stąd kobiety zarzucają im, że są nieczuli i nie wyrażają uczuć - nie okazują w słowach, jak bardzo je kochają. Panowie natomiast, irytują się bezsensownym mówieniem i określają kobiety,, głupimi" -po co na głos przyznawać się do tego, że nie wie się, o co chodzi? Ktoś, może to wykorzystać przeciwko nam. Gdy przeciwnik zna twoje słabe punkty, to jesteś przegrany...

Ona mówi, co myśli i czuje. On myśli, co czuje i co najlepiej powiedzieć.

Jak zatem kobiecie nadać komunikat, a mężczyźnie go odebrać. 
 Mężczyzna nie powinien brać do siebie kobiecych emocji, ani obwiniać się za spadki jej nastroju, uczucia niepewności, czy niezadowolenia.
 Kobieta musi, natomiast używać jasnych określeń -wprost, służących przekazaniu jej potrzeb oraz  unikać uogólnień: ty zawsze, wszystko, nigdy, nic….

Zamiast. 
  Ty i przez Ciebie, to - ja potrzebuję, ja proszę, ja czuję...

Ty nigdy nie pamiętasz o zakupach.
Ty mi nic nie dajesz…
Wszystko przez Ciebie..

To
 Kup mi...
Kochanie daj mi…
 Ja czuję…gdy ty… 

Proszę Cię, zrób dla mnie...
                                                                   
Mężczyzna  powinien również wiedzieć o tym, że kobieta jest jak fala. Gdy jej samopoczucie idzie w dół, to potem znowu samoczynnie powraca do wyjściowego poziomu. Stąd nie powinien, aż tak, martwić się jej nastrojami, tylko pozwolić jej odreagować  i wygadać się- po prostu poczekać, aż fala znowu się podniesie. To cykliczne falowanie, jest przecież odbiciem jego cyklu- oddalam się przybliżam. 
Jedyne, co może  w niektórych sytuacjach zrobić, to jej wysłuchać, używając zapewnień- rozumiem, tak, naprawdę, zapewne, acha, no tak......

Dlaczego, tak ważne jest komunikowanie własnych potrzeb i wyrażanie emocji?

Gdy nie komunikujemy emocji i uczuć  wprost, to po czasie mamy poczucie bycia niekochanym i może dojść do wyparcia oraz przeniesienia winy.

 
Niekiedy karzemy również partnera za niezrozumienie, w tym niedomyślanie  się tego, co czujemy obojętnością i brakiem uczuć. 
Udajemy, że nam  na nim już nie zależy i nie okazujemy mu ciepła oraz naszej uwagi.
 Wmawiamy również samemu  sobie - nie obchodzi mnie, co on robi i myśli, nie zależy mi na nim...

Skutkiem pozornej obojętności- wyparcia jest to, że partner też przestaje nas  kochać.
 Nie dajemy miłości, więc jej nie otrzymujemy.

 A skoro on  nas nie kocha, to jest winien- przeniesienie winy.

 Gdy udajemy przed samym sobą, że nam nie zależy, następstwem  jest to, że i partner przestaje się o nas starać. Czyli, na chwilę zmniejszamy nasz  dyskomfort i mamy poczucie emocjonalnej niezależności od jego uczuć, ale na dłuższą metę tracimy miłość oraz gromadzimy urazę do niewinnego i pragnącego nas kochać partnera.

 Mężczyźnie szczególnie trudno wyrazić głębokie i szczere uczucia. 

Gdy kobieta, której uznania pragnie, odrzuca go lub krytykuje, on  ucieka naprawdę daleko. Komunikowanie, o tym, że coś go rani jest wyzwaniem i przyznaniem się do słabości, lepiej, więc zaszyć się w jaskini i stwierdzić- nic mi do tego, mam święty spokój.

U kobiet, z kolei problemem jest przyznanie się do własnych potrzeb i proszenie mężczyzny o cokolwiek.

Czasem są, więc uległe kosztem siebie i swoich potrzeb.  Zamiast poprosić, robią  wszystko same. To jednak prowadzi do depresji i urazy- wszystko na mojej głowie, on nic dla mnie nie robi. Problemem jest oczekiwanie, że partner poczuje się do winy oraz obowiązku, przeprosi sam z siebie i jeszcze  zrobi, co należy.
Niestety skutek jest odwrotny, on nie przeprosi, bo zazwyczaj wypiera się winy, ani nie zgadnie, czego kobieta oczekuje.
Empatyczne kobiety mają, więc nierealne wymagania. 
Jak, inaczej skonstruowany emocjonalnie niż one partner, ma ,, czytać w  ich myślach" i przyznać się do nie zrobienia czegoś lub jeszcze za to coś przepraszać?
I tak, oto maleńkie, niezrobione coś powoduje wzajemne żale i  pretensje oraz prowadzi, krok po kroku, do niszczenia  związku.

 Ktoś, kiedyś żartobliwie stwierdził- Mężczyzna jest słoniem w świecie uczuć.  Wpuszczony do kobiecego wnętrza z delikatną, emocjonalną porcelaną, wiele potłucze…
Przepraszam was panowie, ale ja raczej widzę tu hipopotama. Gdy ma niezaspokojone pragnienia i biegnie do rzeki, by  je ugasić,  to po drodze niechcący może staranować kilka ptaszyn. Cóż,  w naturze  widać gołym okiem, jak inne mądre  zwierzęta uciekają, gdy nadchodzi...  

To, z pozoru potulne zwierzę, jest przecież  w okolicznościach ataku niezwykle agresywne. A słoń! Najwyżej machnie trąbą...

Ciąg dalszy nastąpi


Copyright © 2014 Sięgnij do natury , Blogger