Nigdy się nie zmieniaj

Nigdy się nie zmieniaj





Dla  Darka.


 Ktoś kiedyś powiedział -  Bądź  sobą i nigdy się nie zmieniaj. Kiedy  odrzekłam- Jestem doskonała, zawahał się jednak i stwierdził.
- Trzeba się doskonalić.

 Oj, szepcze dusza, mądrze mówił, tylko zapomniał dodać, że to nie Ciebie trzeba ulepszać, a tylko rozwijać w tobie to, co najlepsze.
 Zapewne, to miał na myśli.

 Przecież wiesz, że jesteś doskonała, jak  doskonały jest ten, co Ci powiedział…

Czasem jest jednak tak, że ,,coś ''  Ci uwiera i to coś należy zmieniać, a nie Ciebie samą. Ty jesteś cudem i nigdy się nie zmieniaj.

Ten, co Ci powiedział, pewnie już to wiedział, bo z niejednego pieca chleba  jadł.
 Wie, że jak coś komuś nie gra, to nie o piec chodzi, tylko o składniki chleba.
 Może trzeba szczyptę soli dosypać, może więcej wody dolać. Kto, by piec burzył, by zjeść lepszy chleb.  A jak mu smakuje i dobry, to trzeba zajadać, a nie marudzić i  czekać, aż spleśnieje. Czy, czasem coś Ci nie mówił, że niepotrzebnie odkładasz sprawy na potem. Za rok, może dwa, może w grudniu, po południu…

 Oj- mówi dusza, z tym doskonaleniem, to zapewne miał na myśli rozwijanie się, bo jak mądry, to widzi, żeś utalentowana i niegłupia, tylko czasem trzeba Ci trochę dmuchnąć  wiatru w skrzydła…

Widzi Cię z wysoka, to  więcej talentów i doskonałości dostrzega, niż ty sama.

 Podziękuj zatem, bo Ci mądrze mówi. Nadstaw ucha  i nie gadaj tyle, to więcej się dowiesz, bo ten, co go spotykasz, wkrótce pójdzie w swoją stronę i tyle go zobaczysz...

O cudzie życia.

Życie jest cudem- szepcze dusza.
 Powiesz- znowu jakiś banał. Więc,  posłuchaj jeszcze raz - życie jest cudem.

Nie jesteś tu więc po to, by jakoś przeżyć, ale po to, by naprawdę zaistnieć.

Czasem myślisz, że wszystko jest tak, bo tak być musi. A ja Ci powiem- nic nie musisz, tylko możesz.
Nic nie jest odgórnie przesądzone, nakazane, ani zakazane.

 Słyszałaś kiedyś mądre powiedzenie ,, Wszystko może się zdarzyć".  Naprawdę wszystko. Milion dróg, możliwości, nowych wyborów...

 Jesteś wolna. Zniewolenie, to tylko kolejna iluzja umysłu, w którą sama się pakujesz. 

Oczywiście są pewne ograniczenia, ale akceptuj je świadomie.
 Jednak tym, co naprawdę Cię ogranicza jesteś ty sama i twoje przekonania. Trzymasz sie ich, jak czarownica miotły. Miotła pęka, a ty już stoisz i nigdzie nie lecisz.
Może czas zrozumieć, że masz skrzydła i możesz latać, jak chcesz i gdzie chcesz.
 Ktoś Cię przekonał i nadal to robi, że niewiele możesz i jesteś tu po to, by jakoś przeżyć. Straszą was głodem, chorobą, wojną, terroryzmem, głuchotą, ślepotą, starością, suszą...

 Ja Ci mówię STRACHY NA LACHY,  bo życie jest cudem, a jego nie można zniszczyć, ograniczyć, zużyć, zepsuć.

 Cud, też nie ma uzasadnienia ani przyczyny, początku ani końca.
 Po prostu się wydarza, jak TY. Wydarzyłaś się i jesteś.

 CUDOWNA i CUDOWNY,  jak CUDEM jest życie.










 Z cyklu Rozmowy z duszą. Jesteś doskonały

Z cyklu Rozmowy z duszą. Jesteś doskonały





Nie czekaj na lepsze jutro. Znasz to powiedzenie- jutro będzie lepiej.

Jutro, a czemu nie dzisiaj?
Przecież, jedyne co masz naprawdę, to ta chwila- Tu i teraz.

Nie będziesz miał lepszego jutra, skoro dziś nic nie zmienisz i nie nadejdzie nowa chwila szczęścia, gdy w tej jesteś nieszczęśliwy…

Teraz jest twoje wszystko, twoje lepiej, twoja siła i moc. Teraz.
Tylko teraz możesz coś zrobić, coś zmienić, o coś zawalczyć.

Już rozumiesz- szepcze dusza. Nie czekaj, tylko BĄDŹ.

Wielu czeka na lepsze jutro i nie ceni dziś. Nie smakuje chwili, której doświadcza, nie zanurza się w niej, w jej pięknie, doskonałości, niepowtarzalności. Czeka.
 A przecież nic nigdy nie zdarzy się ponownie.

I co, jeśli nie doczeka?

 Ty też przesypiasz życie, czekając na więcej miłości, szczęścia i radości.
Spójrz na dzieci, jak się bawią, na kwiaty, jak emanują pięknem, na rzekę, jak płynie?
 Czy na coś czekają, czy są tylko trochę?  

Wiem, życie pędzi i popędza. Jeszcze to, jeszcze tamto, jeszcze lepiej, jeszcze więcej…
 Ale ty, tak nie musisz. Wystarczy, że się zatrzymasz.

Masz wszystko. Nie ma na co czekać. Wystarczy płynąć z potokiem doskonałych zdarzeń.

Jutro jest kolejną iluzją umysłu. To dziś, które wydarza się od nowa z każdym wschodem słońca. Nie ma było, jest i będzie. Istnieje tylko wieczne teraz.

Obudź się, więc z postanowieniem, że przestajesz czekać.
Uwolnij się, wyzwól z wiecznego niedosytu. Daj sobie szansę bycia w pełni.
Już nie czekaj na awans, wygraną, nową miłość, lepszych przyjaciół, nowe mieszkanie…

Doceń teraz. Zatańcz, zaśpiewaj, zasmakuj…. Bądź naprawdę.
Inaczej prześpisz całe życie.

Nie nadejdzie przecież lepsze jutro, gdy dziś jesteś nieszczęśliwy.

Jesteś doskonały.

 Ile razy mówiłeś o sobie, że nie jesteś dość dobry, dość piękny, dość mądry…

 Oj -szepcze dusza. Nieźle nakładli Ci do głowy. Mówili- ten, to dopiero mądry, tamten to potrafi, ta to piękna, tamten to przystojny, ci to mają…
Wystrychnęli Cię na dudka.

To ty, jesteś najwspanialszy i najpiękniejszy- Ty.

Nie przeczę, że inni też są cudowni, ale dla mnie to ty jesteś jedynym i  najprawdziwszym cudem. Przestań, więc porównywać się i wymagać. Już czas docenić w sobie i pokochać wszystko.
Nie za to, czy za tamto, ale za to, że po prostu jesteś.

Zrozum. Nikt nigdy nie sprawi, że poczujesz się lepszy i piękny, gdy ty sam, tego nie zrobisz. Więc weź się do roboty…

Nie czekaj, po przelecisz przez swoje życie, jako pasażer drugiej kategorii, siedzący w drugiej klasie. Ale, to ty sam się tam sadzasz i decydujesz o tym, gdzie inni mają Cię posadzić…
Robią to, o co ich prosisz w swoich myślach i słowach o sobie samym.

Nikt też nie da Ci życiowego awansu, jeśli ty sam nie awansujesz i nie urośniesz w swoich oczach. Świat widzi Cię takim, jakim ty widzisz siebie samego.

Nikt również nie kwapi się, by Cię doceniać. Wybacz, ale prędzej oberwiesz po głowie od tych, którym pozwalasz na nią wchodzić, niż dostaniesz nagrodę.

 Inni robią przecież tylko to, co sam zaczynasz: oceniają Cię, krytykują, wymagają…
 Gdy zmienisz siebie to i oni przestaną.
Wyjdziesz wtedy na ulicę i dostaniesz same komplementy, pochwały i  zachwyty, a jak nie, to i tak masz to w nosie.

To ty ustalasz reguły gry i decydujesz o tym, co o sobie myślisz.
Ty włączasz play z napisem- jestem doskonały.

 Świat gra, bowiem zawsze do melodii, którą ty sam napiszesz, a inni widzą twoje piękno, gdy ty  sam czujesz się piękny.

Ja  Ci mówię- jesteś doskonały.

 Ale, to ty decydujesz, więc zobaczysz, co zechcesz.

Zcyklu rozmowy z duszą. Kochać, a być w stanie miłości

Zcyklu rozmowy z duszą. Kochać, a być w stanie miłości



Kochać, a być w stanie miłości.

Kochając nie zawsze okazujesz miłość -szepcze dusza. Bowiem dla niektórych kochać, oznacza oczekiwać i wymagać, a nie wspierać i akceptować.

Gdy jesteś w stanie miłości, to kochasz dla samego kochania.
Miłość, bowiem to dar bezwarunkowy, więc i ty powinnaś dzielić się nim bez względu na wszystko…

Dając i tak otrzymasz.

Pamiętasz, jak to jest być zakochanym i czuć ogromną radość? 
Coś pcha Cię do przodu. Nie ma rzeczy niemożliwych. Wszystko pulsuje, jest autentyczne, ważne, wyraziste…

 Zakochaj się tak we wszystkim i we wszystkich, a nigdy nie utracisz łaski  bycia w stanie miłości.  Nie zabraknie Ci też  światła, sensu, celu...

Płyniesz wtedy i odczuwasz boską radość, lekkość… 
Kochasz, bo kochasz, bez przyczyny, bez przymusu, bez oporu.
Wszystko zależy tylko od Ciebie i nie istnieją zewnętrzne przyczyny- warunki, by było inaczej.

To właśnie dar miłości bezwarunkowej, dany Ci, byś dzieliła się nim i  pomnażała go.
Nie oznacza to, że gdy po ludzku jesteś zakochana lub oczekujesz, to coś, jest nie tak.
Raz masz kochać, raz być w stanie miłości, a raz się zakochiwać. Jesteś tu po to, by malować obraz samej siebie, mieszając wszystkie barwy. Poznawać wszystkie odcienie, smaki, uczucia i emocje...

Jesteś po to, by doświadczać- szepcze dusza.


 Zanurz się, więc w miłości i daj jej się ponieść. Dokąd? Sama wyznacz kierunek.
 Z cyklu Rozmowy z duszą. Wybaczanie

Z cyklu Rozmowy z duszą. Wybaczanie


Życie nie ma sensu

 Jedynym sensem życia jest to, że nie ma ono żadnego sensu-szepcze dusza
Chcę Ci przez to powiedzieć, że nie oznacza to, iż nie ma ono celu czy wartości, ale to, iż jest wolną przestrzenią, bez określonego z góry kształtu, czy kierunku.

Ten kształt- sens, musisz mu nadać sama.
Dostajesz życie, jako niczym nieograniczony dar, jako czyste płótno. Sama dobierasz kolory i treści do swoich obrazów. Malujesz, co zechcesz i kiedy zechcesz. Jesteś wolna.
To właśnie dar wolnej woli.

Jest wielu, którzy chcą Cię ograniczyć. Tworzą zakazy i nakazy, rządy i rozporządzenia.
 Nie mogą jednak ograniczyć ani twoich myśli, ani twojej fantazji i kreacji.
Tylko ty masz władzę nad swoim umysłem i  decydujesz o ocenie każdej, zaistniałej na zewnątrz sytuacji.  Tylko ty.
 Powiem Ci jeszcze jedno- brak i pustka są  twoją największą wartością.
 To wolna przestrzeń, której możesz nadać nowy sens, zapełnić, czym tylko zechcesz.
Jesteś kreatorem swojego życia, na wzór Stwórcy …

On też zaczynał od nadawania sensu pustce i chaosowi, a więc
od zera, a ile osiągnął?

 Niektórzy mówią o punkcie ZERO, jako Źródle mocy i kreacji. Pewnie już słyszałaś.
 Uwierz, zatem w swoją moc i  wolność, bo wszystko jest w tobie.



Wybaczanie

Jest tak- szepcze dusza, że największym darem dla Ciebie jest łaska wybaczania.
Ten dar dajesz, jednak nie tym, którym wybaczasz, ale samej sobie.

 Uwalniasz, bowiem serce od gniewu i urazy, a umysł od niezrozumienia i chęci posiadania racji.

Jesteś  wolna.

Gdy nauczysz się przebaczać, stajesz się już na zawsze niezależna od cudzych czynów i słów, które mogłyby Cię ranić.
 Rozumiesz, bowiem ich głębszy, ukryty sens.

 Są tylko po to, byś jeszcze lepiej poznała samą siebie i jeszcze pełniej pokochała.
Tak, więc raniące Cię dawniej słowa, to tylko znaki- daj sobie To i To lub zrób dla siebie jeszcze więcej…

Boli Cię, bowiem zawsze to, że ten, któremu pragniesz wybaczyć, nie potrafił Cię kochać. Gdyby było inaczej, nie musiałabyś wybaczać...

 Jego czyn lub słowa, to tylko brak umiejętności kochania.

 Cóż zatem możesz zrobić?

Dać sobie i jemu miłość, niezależną od jego czynu. Tylko tak, wyzwolisz siebie, a i jemu przy okazji uczynisz dobro. Pokarzesz, co oznacza bezwarunkowo kochać.

Już wiesz, że ty i inni to jedno.

 Tak, więc uraza i gniew w tobie, dadzą innym i światu, tylko jeszcze więcej gniewu  i zła.

 Przebaczenie i miłość,  natomiast nadadzą kierunek  podążania ku prawdzie i dobru.  A po to, tu jesteś, by nadać kierunek.... 



 Dlaczego Anioł  nie musi  wybaczać.

 Fragment książki ,, Tańcząca z Aniłami''

 Anioła nie można okraść, bo nie gromadzi materialnych rzeczy. 
Nawet, gdyby czasem mu się zdarzyło, to nie widzi w nich prawdziwej wartości- po prostu tylko ich używa.
Anioła nie możesz oszukać, bo ma prawdę w sobie i widzi tylko prawdę.
Aniołowi nie możesz nic zakazać, ani nakazać, bo jest wolnomyślicielem.
Anioła nie możesz uwięzić, bo lata wysoko nad tobą. Po prostu go nie złapiesz.
Aniołowi nie możesz podciąć skrzydeł, bo w niebie nie ma noży.
Anioła nie możesz obrazić, bo nie zna pojęcia urazy, bo prostu jej nie doświadczył.
Aniołowi nie możesz pokazać zła, bo wszędzie widzi tylko dobro.
Aniołowi nie możesz odebrać życia, bo Anioł żyje, a nie posiada życie. Jest wieczny i nieśmiertelny.
Nie zawiedziesz nigdy Anielskich oczekiwań, bo ich nie posiada. Anioł pragnie dla innych, ale od nich nie oczekuje…
Anioła nie wyprowadzisz w pole, bo swoją drogę określa w sercu.
Anioła nie przekabacisz na swoją stronę, bo nie jest po niczyjej stronie. Zawsze ustawia się po środku.
Aniołowi nie odbierzesz rozumu, bo ma w zapasie Wyższy Umysł.
Anioła nie oślepisz, bo patrzy oczyma duszy. Czasem wystarczy mu odczuć dłonią...
Aniołowi nie odbierzesz kogoś bliskiego, bo jest blisko ze wszystkimi. Poza tym, nikogo nie posiada na własność.
Aniołowi nie zabierzesz domu, bo jest obywatelem wszechświata.                          W niektórych domach po prostu przebywa.
Anioła nie oszukasz i nie powiesz, że czarne to  białe, a  białe to czarne. On wszędzie widzi boską, wielobarwną tęczę.


Dlatego Anioł już  wszystko Ci wybaczył.  Mając w sercu Anioła i ty nie zaznasz zbyt wielu krzywd.

Z cyklu Rozmowy z duszą. Kierunek

Z cyklu Rozmowy z duszą. Kierunek





Jest tak- szepcze dusza, że czasem tracisz swój kierunek, gdy pozwalasz innym, ustawiać Ci drogowskazy.

Nikt nie jest przecież nieomylny.
 Nie celowo stawia znaki, nie tam, gdzie powinien.

 Są słuszne dla niego- to jego prawdy.
 Lecz, czy słuszne dla Ciebie?

 Gdy już sobie nieźle pobłądzisz i spuchną Ci nogi, to usiądziesz wreszcie i pomyślisz.
 - Chyba kręcę się w kółko, skoro nigdzie nie doszłam?
Po co znaki i drogowskazy,  jak i tak, nic nie znaczą i nie wskazują właściwej drogi?

Wielu siedzi obok Ciebie i też duma. Siedzicie sobie razem.
 Ty już wiesz-  jak pójdę, to tylko po swojemu...

Ruszasz więc raźnym krokiem.
 Znowu mijasz jakieś znaki- może tym razem zostawił je ten, co ma rozum?

Jest tak- szepcze dusza, że znaki coś znaczą, tylko, gdy potrafisz je odczytać, a drogowskazy, gdy już odnalazłaś swoją  własną drogę.
Zostawia je, bowiem ten, co już pobłądził. Strzegą Cię, ale nie prowadzą.

 Mogą tylko przyspieszać kroku, ale nie wskazać kierunek.

 Tylko ja Cię prowadzę. Nie musisz mnie słuchać, ale  znowu pobłądzisz,  jeszcze raz rozbolą Cię nogi i  ręce od dźwigania cudzych tobołów.
Wiele znaków każe przecież coś brać, robić, na coś zarabiać....

 Rozum jeszcze mówi- wlazłaś między wrony, to kracz jak i ony.
  I tak zamiast iść, dziobiesz, grzebiesz, szukasz...

 Oj! Ja Ci mówię- jesteś orłem, leć w przestworza i sama określaj tor swego lotu.

 Ale zrobisz, co zechcesz.


 Kij

 Jest tak- szepcze dusza, że każdy ma swoją rację.
Albowiem wszystko ma nieskończenie wiele znaczeń, a świat nieskończenie wiele odbić w ludzkich umysłach.

To, że widzisz jedno, nie wyklucza, zatem drugiego.
Jak mówią- każdy kij ma dwa końce.

 Nie spieraj się, zatem z tym, co mówi TAK, gdy ty widzisz NIE.
 Zaraz przyjdzie trzeci i śmiejąc się z was do rozpuku,
 powie- ni NIE ni  TAK  tylko  SIAK.

Dwoje ludzi sprzeczało się o kolor nieba.
 Jeden mówi szare, a drugi błękitne.
 Nadpłynęły kłęby białych chmur.
 Przyszedł trzeci i mówi, ale białe niebo. Teraz, to kłócą się we troje...

Poszli wreszcie dalej i spotkali mędrca siedzącego na kamieniu.  Pytają go o kolor. Stary ślepiec patrzy i mówi - widzę wielobarwną tęczę.

 Zatem każdy widzi, co chce i jak chce, a to i tak się zmienia, więc za każdym razem widzi, co innego.

Nie spieraj się zatem, że Tak, to Nie, a Nie to Tak.
 Ciesz się, gdy ten, co go spotkasz, pokazuje Ci drugi koniec kija.

 Masz bowiem dwie opcje za jednym zamachem.
Z cyklu Rozmowy z duszą. Odkryj swoje piękno.

Z cyklu Rozmowy z duszą. Odkryj swoje piękno.



Odkryj swoje piękno

Kochana duszo! Czasem, gdy patrzę w lustro, to nie widzę swego piękna. Rozglądam się i dopytuję...

  Nie widzę swojej dobroci i miłości. Szukam zapewnień.
 Czuję się pusta i  niegodna.

Odgoń smutki- szepce dusza.  Choć każdy sam odkrywa swoje piękno, to czasem ktoś musi podać  mu  zwierciadło...
 Zwykłe lustro, bowiem kłamie i nie ukazuje najważniejszej prawdy, tej niewidocznej dla oczu...  

Opowiem Ci pewną bajeczkę.

Pewna piękna, złocista Anielica pofrunęła w kierunku Ziemi, by nazbierać na dnie oceanu pereł do naszyjnika, mającego ozdobić jej smukłą, anielską szyję.
Zbliżał się bowiem czas zakochania i łączenia się w anielskie pary, a ona pragnęła dla swojego przyszłego Anioła błyszczeć i mienić się tysiącem barw, jak najcudowniejsza tęcza. 
Miała, bowiem na oku wyjątkowego przystojniaka.

   Nazbierawszy pereł, poleciała w beztrosce poplątać sobie jeszcze na wielobarwnej łące i przyozdobić się kwiecistym pyłem. Zatraciwszy się w tańcu nie zauważyła nawet zbliżającego się już zmroku, a w ciemności można łatwo się zagubić i pomylić drogę do raju. 
I tak zamyślona i przepełniona fantazjami, dotyczącymi przyszłych miłosnych uniesień, pofrunęła  w całkowicie przeciwnym kierunku.  Ujrzawszy swój błąd zaczęła latać w kółko, aż znalazła w końcu się w całkowitej ciemności.

     Na szczęście, po kilku godzinach błądzenia jej oczom wyłonił się obraz jakiejś anielskiej osady.  Z radością pofrunęła w jej kierunku. Na miejscu okazało się jednak, że zamieszkujące w niej anioły znacznie różniły się od jej złocistych braci i sióstr.

    Zamiast beztrosko latać, chodziły ciężko na wzór i podobieństwo ludzkich istot, po ziemi.  Nie było w nich radości, ani nie świeciły się złocistym blaskiem. Niektóre z nich siedziały w samotności i zalewały się wręcz łzami rozpaczy.

      Anielica zrozumiała, że trafiła do szarych aniołów, o których kiedyś mówiono, iż bardzo są nieszczęśliwe, bo nie potrafią odnaleźć własnej drogi ani odczuwać w sercu miłości.

Z ufnością i współczuciem zaczęła pytać je, czy nie znają drogi do jej zagubionego domu. Niektóre nie odzywały się wcale, inne odwracały od niej wzrok, mówiąc, że jest brzydka i nie mogą patrzeć na jej szpetotę, jeszcze inne prosiły ją o jej złociste pióra i obiecywały, że pokażą jej drogę, ale potem zapominały o tym lub wypierały się raz danej obietnicy.            

 I tak, oto piękna anielica utknęła wśród szarych aniołów, aż wkrótce sama zaczęła doświadczać tęsknoty oraz głębokiego smutku. Nie mogła już latać, bo oddała innym aniołom prawie wszystkie pióra. Powoli zaczęła też tracić cały złocisty blask, będący promieniującym z  jej serca światłem miłości i wdzięczności za cudowność anielskiego istnienia.
Bowiem kiedy okazywała szarym braciom troskę i dobroto, Ci szydzili z niej okrutnie, a czasami nawet popychali boleśnie, by upadała na ziemię.

 Czuła się tak bardzo samotna i zraniona, że wkrótce przestała kochać i zamiast wyrażających wdzięczność oraz zachwyt psalmów, łkała i cichutko nuciła, jak inne anielice, o tym, że jest brzydka, niekochana i niedobra... 

Tak mijały dni, tygodnie i miesiące…

    Pewnego razu usiadła na obrzeżu osady i nieszczęśliwa patrząc w obłoki, zaczęła myśleć o zakończeniu swojego szarego żywota... 

    Nagle ujrzała pięknego, złocistego Anioła i poczuła dawno już niedoświadczaną radość i wzruszenie.  Mój Boże, jaki on cudowny i silny. Jak dumnie unosi się nad ziemią i mieni cudownym blaskiem miłości.

  Jej przepełnione ogromną wdzięcznością,  za nagłe doświadczenie piękna myśli, zaczęły przywracać jej utracony, złocisty blask i przywoływać ku niej, potrafiącego czytać w myślach Anioła. Zniżył, więc lotu i przybliżył się ku niej.
      Z miłością i współczuciem spojrzał na jej smutek i okaleczone, pozbawione złocistych piór skrzydła. Nie powiedział ani słowa, tylko majestatycznie się ukłonił  i odleciał.
 Anielica pragnęła go jeszcze przywołać i poprosić, by został, ale onieśmielona jego mocą nie mogła wydobyć z siebie ani jednego słowa. 
       Do wieczora marzyła tylko o tym, że go jeszcze zobaczy i przepełniona tą nadzieją zasnęła.

    Anioł nie odleciał jednak daleko, tylko nauczony omijania za dnia podstępnych, szarych aniołów poczekał cierpliwie, aż zapadnie noc. Wtedy  powrócił i oddał pogrążonej we śnie anielicy połowę swoich złocistych piór. Uzdrowił, tym samym jej skrzydła, by za dnia mogła opuścić szarą osadę i oszukać go w niebiosach.  
        Rankiem nieświadoma niczego anielica,  ponownie udała się w to samo miejsce, z którego widziała boskiego Anioła. Tęsknota i smutek  znowu zaczęły wypełniać jej spragnione miłości serce. Przecież,  tak piękny i boski Anioł, nie pokocha takiej szarej, jak ona anielicy. Jest brzydka i nie potrafi latać.  

Nawet nie będzie próbowała rozkładać pokulonych skrzydeł.

Anioł czekał  jednak cierpliwie, choć nie mógł zrozumieć, dlaczego ukochana nie przylatuje ku niemu, by razem poszybowali w boskie przestworza. Tyle razy szeptał jej we śnie, że jest piękna, jedyna i jak głęboko ją pokochał. Powinna, więc wkrótce ku niemu przylecieć. 
Przez chwilę pomyślał, że może się pomylił, bo anielica kocha innego anioła i poczuł się odrzucony.
Ale zaraz. Gdyby kochała, to nie byłaby szara i nie kuliłaby tak skrzydeł.
 Oj, coś  nie tak z tą anielicą. Muszę ku niej powrócić i zapytać wprost, w czym tkwi problem.

 Jak pomyślał, tak uczynił i po chwili powtórnie stanął przed anielicą.
Ledwo ją jednak poznał, bo choć w jego oczach nadal była bosko piękna, to na zewnątrz stała się znów szara i przygnębiona. 

    Spojrzał na nią z ogromną miłością i tym razem nie tylko schylił głowę, ale przykląkł u jej stóp. Boska anielico rozłóż swoje cudowne skrzydła i poleć ze mną zatracić się w tańcu miłości- poprosił.
Jakże mam to uczynić, skoro nie mogę latać, bo rozdałam szarym braciom swoje złociste pióra ?– spytała anielica.
Ależ anielico, pokochałem Cię i uzdrowiłem. Musisz  tylko zaufać.
 Anielica zawahała się. Może ten Anioł również kłamie tak, jak  inne szare anioły,
Nie mogę Aniele –odparła, więc smutno i spuściła wzrok. Jesteś taki piękny, po cóż Ci kochać i uzdrawiać, tak brzydką jak ja anielicę- dodała w myślach.

Teraz Anioł zrozumiał, w czym tkwi problem. Odleciał, by po chwili powrócić ku niej z anielskim zwierciadłem.
Spójrz anielico- powiedział i podał jej zwierciadło.
Anielica oniemiała. Nie jest szara i brzydka! Nie jest….

Z radości aż rozprostowała pokulone skrzydła, a  wtedy mądry Anioł szybko chwycił ją za rękę i nim zdążyła pomyśleć, że przecież nie potrafi latać, wznieśli się razem w boskie przestworza.

 Z cyklu Rozmowy z duszą.  Wyznacz kierunek

Z cyklu Rozmowy z duszą. Wyznacz kierunek




Wyznacz kierunek

Jest tak- szepcze dusza, że czasem wiele tracisz, gdy za bardzo się starasz.
 Jak mówią ,, Strzała chybi, gdy cięciwa łuku jest zbyt napięta.”

Życie przecież toczy się samo, wystarczy nadać mu kierunek.

Czy strzała prosi powietrze, by ją poniosło?

Ty też nie proś, lecz pozwól życiu się ponieść…
 Pamiętaj. Jesteś tylko tą, która trzyma łuk.
 Ja wyznaczę cel i odnajdę nasz kierunek, gdy mi zezwolisz.

Jest tak- szepcze dusza, że gdy za bardzo się starasz,  to nie pozwalasz,  innym obdarować Cię miłością. Zapełniasz już całą pustkę i brakuje w tobie przestrzeni dla cudu życia.

 Cząstki szczęścia i drobne gesty czułości giną, wtedy w tłoku chcenia i przymusu- ja  tobie, to ty mi. Nie po to, tu przychodzisz...

Życie nie może Cię ponieść, a ty odkryć swego piękna i marzeń, bo wymagasz.

A świat staje się piękny i szczęśliwy tylko, gdy ty odnajdziesz piękno i szczęście w sobie.

 Podążasz za ekscytacją i radością bycia w chwili takiej, jaką ona jest i  zbierasz maleńkie ziarenka drobnych wzruszeń oraz przyjemności.

Znasz ten stan- szepce dusza, gdy nic nie musisz, tylko możesz. Oczy błyszczą, serce bije szybciej, tańczysz, tworzysz, bawisz się, malujesz...
 Jesteś i płyniesz tak swobodnie, a życie niesie Cię samo.

Nie naciskasz, więc nie ma oporu, wszystko możesz przyjąć i otrzymać.


 Gdy  podążasz za ekscytacją codziennych zdarzeń, to przestrzeń w tobie wypełnia napływająca zewsząd  miłość.
 Musisz tylko trzymać łuk i wyznaczyć kierunek, a szczęście samo przypłynie... 


Ocean


Czasem zapominasz, że potrafisz pływać- szepcze dusza.

 Siedzisz na brzegu oceanu i  z tęsknotą patrzysz na fale. Nie wiesz, kim jesteś.

Myślisz -jestem, tu by tworzyć. Budujesz, więc zawzięcie i wytrwale swoje zamki z piasku.

Jedne rozsypie Ci wiatr, ty robisz drugie.

I tak  mijają twe dni, tygodnie, miesiące...


Ci, którzy przechodzą obok, przyklaskują ci i podziwiają. Czasem radzą- jeszcze to, jeszcze tamto, jeszcze tak, jeszcze tyle...


Nagle patrzysz na ocean. Tęsknisz...


Myślisz- fala sama wygładza piach, a wiatr tworzy wydmy. Może nie muszę, tak wiele robić, tak bardzo się starać.

 Choć oczy widzą tylko tafle wody,  to serce czuje nieskończoną głębie. Tęskni.
Coś nie daje Ci już spokoju, zamki nie cieszą tak, jak dawniej.

 Wreszcie To coś, karze Ci wstać i zanurzyć się.


Już nie czekasz, biegniesz do oceanu, płyniesz...

 Zostawiasz wszystko.
Ty i woda. Ty i fala. Ty i przestrzeń.

Jest tak -szepcze dusza, że czasem trzeba pobiec za tęsknotą.


Pamiętaj jednak- utracisz grunt, zatęsknisz za piaskiem.

Posiedzisz na piasku, zatęsknisz za falą. 

Gdyby nie było głębi, nie szukała byś dna, gdyby nie było dna, nie podążała byś w kierunku fali.


 Z cyklu. Rozmowy z duszą. Nie tak się sprawy mają, jak na to  wyglądają

Z cyklu. Rozmowy z duszą. Nie tak się sprawy mają, jak na to wyglądają




Nie tak się sprawy mają, jak na to
 wyglądają

 Nie mogę zasnąć. Myśl goni za myślą…
 Jaką podążyć drogą, duszo moja, by odzyskać na nowo całą siebie?

Serce powiedziało mi, bym nie bała się niczego, bo ktoś czuwa nade mną.
Aniołowie stoją przy mnie i otulają mnie skrzydłami, ale dziś ból jest tak wielki... 
Lęk, że nie zdążę, narasta, gdy myślę ile mogę stracić, przegrywając wieloletnią walkę.

 Z cyklu rozmowy z duszą. Jest tak i tak

Z cyklu rozmowy z duszą. Jest tak i tak




Widzisz- szepcze dusza, w iluzji oceniającego umysłu, zawsze trzeba dokonać jakiegoś wyboru- poszukać najwłaściwszej opcji. 
To jednak nie oznacza, że inne wybory byłyby niewłaściwe. Po prostu poszłabyś inną drogą, ale i tak dotarłabyś do celu. Inne natomiast byłyby podziwiane przez Ciebie krajobrazy, czyli doświadczyłabyś odmiennych opcji - zdarzeń.
Zebrałabyś inne doświadczenia, ale niemniej przydatne.

 Jesteś bowiem wędrowcem i zbierasz przeróżne skarby, im więcej, tym lepiej.

 Inaczej nie oznacza, zatem źle, a pójście w lewo,  gorzej niż w prawo. Zawsze wyciągasz  przecież jakieś wnioski, rozwijasz się, a po to, tu jesteś...

Z cyklu On i ona: Kobieta pragnie bliskości, a mężczyzna przestrzeni. cz III

Z cyklu On i ona: Kobieta pragnie bliskości, a mężczyzna przestrzeni. cz III




Dlaczego kobieta i mężczyzna, aż tak różnią się od siebie?
 Są przecież jak dwa buty, pasujące na tą samą parę nóg i pragną wędrować przez życie zawsze razem. Ale ani dwa lewe, ani dwa prawe buty, nie pasują na obydwie stopy.

To właśnie dzięki swojej odmienności mężczyzna i kobieta mogą się uzupełniać i prowadzić, a życie mknie  do przodu. Kreuje się, rodzi od nowa i wydaje obwite plony…

 Z cyklu: On i ona. Kobieta udoskonala, mężczyzna naprawia.czII

Z cyklu: On i ona. Kobieta udoskonala, mężczyzna naprawia.czII



 We wszechświecie istnieją uniwersalne prawa jedności i energii. Dotyczą one wszelkich przejawów życia, w tym również relacji pomiędzy kobietą, a mężczyzną.

Ignorując je lub działając przeciwko nim, zmierzamy do nikąd. Zamiast zrozumienia i miłości, której tak pragniemy, mamy walkę, nieustanne pretensje, zawiedzione oczekiwania i głęboko poranione serca.
 Może, więc warto  im się  przyjrzeć i zastosować w kontekście tworzenia udanego związku?

Energia zawsze podąża za uwagą i działaniem.

 Z cyklu On i ona: On działa, ona przeżywa.czI

Z cyklu On i ona: On działa, ona przeżywa.czI


 Kobieta i mężczyzna, to odwieczny temat codziennych dyskusji.  Choć nie mogą bez siebie żyć, to pomimo tego, cięgle się ranią i toczą w domowym zanadrzu wieloletnie, ciche wojny.


 Są jak dwie połowy jednego jabłka, jak dwa buty na jedną parę nóg. 

 Kobieta bez mężczyzny czuje się niepełna, on bez kobiety traci głębszy sens życia.
 Poszukują się, więc wzajemnie, pragną, przyciągają ku sobie…




   Gdy już się odnajdą, zapominają jednak bardzo szybko o swojej odmienności i zaczynają ze sobą walczyć. Kobieta nie pamięta, dlaczego pragnęła silnego, opanowanego, działającego bez większych emocji mężczyzny, a on, czemu zachwyciła go jej emocjonalność, delikatność i kruchość. Ile czułości i pieszczot dawała mu właśnie dlatego, że jest taka sensytywna, empatyczna i zmysłowa.
 Ona, jak czuła się przy nim bezpieczna, jak pomagał jej w podejmowaniu szybkich decyzji, jak wspierał swoją siłą, właśnie dlatego, że zachowuje,, zimną krew” i działa, zamiast przeżywać.

Szybko opada zasłona zakochania i wkrótce zamiast zachwytów, słychać narzekania nieszczęśliwych i niespełnionych w miłości kobiet:

On jest taki nieczuły.
Nie dba o mnie.
Jak mógł tak powiedzieć?
Ile razy mogę go prosić?
Jak można nie myśleć o innych?
Tak się staram, a on ma to gdzieś…
Nawet nie zauważył, że zmieniłam fryzurę.

 Już mnie chyba nie kocha…

On z kolei, ma ją za histeryczkę, która wszystko komplikuje i nadmiernie przeżywa.

Po co, ona tyle mówi?
 Po co, tak przejmuje się cudzymi sprawami?
Ile można siedzieć w łazience?
 O co jej znów chodzi?
 Czemu wszystko robię nie tak, jakby chciała?
Ile można wydawać na głupoty?
 Chciałbym chwilę dla siebie, a ona znowu zrzędzi.
Nawet na piwko pójść nie można…
Jest wiecznie ze mnie niezadowolona.

Już chyba mnie nie kocha…

I tak w nieskończoność. 


Przyczyn powyższych nieporozumień mogą być tysiące. Oto kilka z nich.

Kobieta i mężczyzna inaczej podchodzą do problemów i mają odmienne sposoby na okazywanie miłości.

U kobiet jest tak, że czują się w obowiązku niesienia pomocy widząc, że ktoś ma jakikolwiek problem. Gdy jedna drugiej radzi, to oznacza przyjaźń i okazywanie miłości, a nie brak zaufania. 

 Chęć niesienia pomocy i przeżywanie cudzych spraw oznacza= zależy mi na tobie, jesteś dla mnie ważny, kocham Cię i chcę Ci pomóc w pozbyciu się zmartwień.

Są też w roli tej, która poucza i wychowuje. Gdy mężczyzna nie chce jej rad, kobieta może czuć się niekochana. Radząc i pouczając okazuje mu przecież troskę i to, jak jej na nim zależy. Jego wyjście z domu odczytuje często, jako sygnał, że nie jest dla niego ważna.

Mężczyzna przeważnie sam wie, jak najlepiej rozwiązać damy problem.
Gdy kobieta go poucza, to nie okazuje mu w ten sposób chęci pomocy, a tylko brak zaufania. Mężczyzna odbiera  niewinne zrób - tak i tak,  jako sygnał- nie jesteś dość dobry, nie wierzę, że dasz sobie z tym radę. 

U mężczyzn jest tak, że jak czegoś nie wiedzą, to, albo czytają na ten temat albo pytają o to  drugiego mężczyzny, który jest fachowcem w danej dziedzinie. Zwracanie się o pomoc do kogoś bliskiego jest ostatecznością i oznacza słabość, a nie okazywanie miłości.

Kobiece chęci udzielenia pomocy=brak wiary w jego kompetencje.

Czują się w roli tego, który pomaga, a nie tego, któremu należy pomóc.

Zatem najpierw próbują sami znaleźć rozwiązanie, czasem metodą prób i błędów, a dopiero  potem zwracają się o pomoc.

 Potrzebują na to czasu i przestrzeni. Na pewno nie chcą, by kobieta przeszkadzała im swoim gadaniem i doradzaniem.

Dlatego wychodzą z domu, jak ktoś,, gdera,” im nad głową.
 Potrzebują w samotności opracować plan działania lub po prostu zaczerpnąć świeżego powietrza …

Mężczyzna jest czasem bardzo rozdrażniony, gdy dochodzi do kumulacji napięcia: problem- gadająca kobieta- poczucie bycia nie dość dobrym- brak kobiecej wiary w jego możliwości- konieczność znalezienia rozwiązania.

Potrzebuje spowolnienia i rozładowania. Odkłada więc na bok to, co zaczął i idzie na przysłowiowe piwko lub ogląda mecz w telewizji, a jutro,, z wolną głową”, bez napięcia i presji towarzyszącej kobiecym instrukcjom i pouczeniom, sam rozwiąże swój problem.

 Niestety  męską potrzebę odłożenia spraw na potem, kobieta traktuje jako lenistwo i robienie jej na złość. Określa też straszną chorobą, wywołaną przez groźny, nieuleczalny wirus o nazwie zaraz. Głównym objawem jest odkładanie spraw na potem.

 Ona przecież umie słuchać, robić, rozwiązywać i jeszcze dyskutować jednocześnie. Stąd nie rozumie czemu partnerowi przeszkadzają ,, jej dobre rady i miłe towarzystwo”. 

U kobiet problem jest przedmiotem przyjacielskich pogaduszek i bardzo,, miło’’ podyskutować z kimś, a najlepiej z partnerem, dla zwykłej wymiany emocji i przeżyć. Tak po prostu pogadać trochę,, bez sensu” dla samego bycia w towarzystwie.  Stąd też bardzo często zwraca się do partnera z zalotnym -kochanie musimy pogadać…

Oj! Dla mężczyzny, to czas brać nogi za pas, bo to zalotne kochanie, wróży zazwyczaj jakiś problem.

U kobiet problem rodzi potrzebę bliskości i rozładowania emocji, a u mężczyzny samotności i skupienia.

 Kiedy kobieta mówi mężczyźnie o swoich przeżyciach i problemach, to właśnie po to, by rozładować w jego towarzystwie swoje nagromadzone wcześniej emocje. 

Nie oczekuje jego rozwiązań dla własnych problemów.
 Chce być tylko wysłuchana i ważna. Obecność mężczyzny daje jej poczucie bezpieczeństwa i pomaga w ześrodkowaniu się.

Mężczyzna tego nie rozumie. Jak zwraca się do kogoś z problemem, to po to, by uzyskać jego rozwiązanie. Jeśli sam wie, jak poradzić sobie w danej sytuacji, to w milczeniu to robi. Gdy kobieta przeżywa i narzeka, to zamiast cierpliwie słuchać,  zaczyna jej dawać dobre rady:

Po co, tak przeżywasz…
Uspokój się…
 Skoro nie możesz wytrzymać w pracy, to zmień ją…
Jeśli coś jest za drogie, to tego nie kupuj.
 Co Cię obchodzi mąż koleżanki? Zajmij się swoimi sprawami.
To nie problem, zrób tak i tak…

 I znowu kobieta czuje się nieważna.

Żyje bowiem w świecie emocji i chce tymi emocjami podzielić się z partnerem. Emocje i przeżywanie stanowią część jej osobowości – wpisują się w jej sensytywną i wrażliwą naturę.

 Mężczyzna nie rozumie, czemu kobieta gniewa się, gdy on radzi jej nie przeżywać i pomaga  ,,skutecznie’’ w rozwiązaniu  problemu.

On żyje w świecie zadań i  realnego działania.

 Nadmierne przeżywanie męczy go i rozprasza. Więc radzi kobiecie, chcąc by lepiej się poczuła i była szczęśliwsza- nie przeżywaj. Jak Ci źle, to zmień to… Krótko i na temat, czyż nie brzmi znajomo?

Kobiece narzekanie równa się dla niego wyzwanie.

Na wszystkie kobiece bolączki mężczyzna stara się mieć jakieś rozwiązanie.  
Myśli, że kobieta oczekuje od niego pomocy, więc chętnie jej udziela.
Niestety, kobieta zamiast być zadowolona z dobrych rad czuje, że jej emocje i uczucia są nieważne. Mężczyzna radzi, zamiast słuchać, a jej zależy tylko na byciu wysłuchaną. Odpycha go więc i jest niezadowolona.

 W odróżnieniu do ukierunkowanego do wewnątrz mężczyzny, jest ukierunkowana na zewnątrz i interesują ją ,,niebywale"' problemy nie tylko jej, ale i  innych. Potrafi je roztrząsać godzinami. Dla mężczyzny, to czarna magia.  Po co jej towarzystwo do roztrząsania i przeżywania cudzych problemów? 

  Gdy ona go odpycha, nie przyjmując jego rad i nie doceniając chęci niesienia pomocy, on wycofuje się.

Może być więc tak, że gdy  kobieta będzie miała,, problem większego kalibru”, to  mężczyzna  już nie zareaguje. Wcześniej, jak chciał pomóc, to okazywało się, że chodziło o ,,zwykłe” wysłuchanie, a nie pomoc, czy radę.

Bardzo trudno jest mężczyźnie wyczuć, kiedy należy tylko słuchać, a kiedy pomagać.

 Nie chcąc się ponownie narażać, wycofuje się czasem na bezpieczną pozycją nieudzielania rad i nie wtrącania się.

 I znowu słyszy od kobiety, której zmienności nie może pojąć:

Już się mną nie interesujesz.
 Ja do Ciebie mówię, a ty nic.
W niczym mi nie pomagasz.
Wszystko muszę  robić sama.
 Zawsze wszystko jest na mojej głowie itd…

 Mężczyzna czuje się obwiniany o coś, z czym ,,nie ma nic wspólnego.” Przecież doradzał i okazywało się jeszcze gorzej. Do tego kobieta uogólnia, mówiąc: zawsze, nigdy, wszystko…


Język oraz sposób mówienia kobiety i mężczyzny różnią się diametralnie. Dlatego intencja nie równa się odbiorowi. Kobieta mówi ogólnikami, a mężczyzna myśli konkretami.

Dla konkretnego mężczyzny nigdy mi nie pomagasz, nie oznacza wcale niewinnego- dziś kochanie nie zrobiłeś zakupów. Zaczyna się, więc awantura- jak to nigdy? Wczoraj umyłem samochód, posprzątałem w garażu, kupiłem warzywa…

 Jak jestem taki do niczego i nigdy nie robię nic dobrze, to…

 Słowa- wszystko muszę robić sama, nie oznaczają niewinnego apelu o pomoc – kochanie pomóż mi zawiesić półkę na książki lub jestem trochę zmęczona,  domyśl się i nastaw ekspres do kawy.
Mężczyzna słyszy -nic dla nas nie robisz, nieważna jest twoja praca, ani twój wkład w urządzenie domu oraz wychowywanie dzieci.

Jeszcze notoryczne- Jak to robisz kochanie ? Daj, sama lepiej zrobię.
Nie tak, skarbie, daj pokażę  Ci... Nie oznacza niewinnego- chcę Ci pomóc kochanie, tylko-  Nic nie umiesz robić sam fajtłapo.

 Po co, więc tak się starać, jak i tak ona jest zawsze ze  wszystkiego niezadowolona i wszystko sama najlepiej robi.

  Jeszcze znana scenka, gdy on wyszedł na mecz lub z kumplami na piwo i wraca w dobrym nastroju...

 Ty zawsze wychodzisz z domu i nigdy  nie ma Cię, gdy naprawdę tego potrzebuję. Nie odbierasz telefonu, a ja odchodzę od zmysłów? Jak możesz być tak nieczuły kochanie? Piłeś skarbie? Oj! Czuję papierosy! Mówiłam Ci, nie pal. Nie wiesz, ile jest teraz zawałów? Chcesz osierocić dzieci? A co ze mną, już mnie, nie kochasz? Mam owdowieć? 

 Dla mężczyzny nie oznacza niewinnego -  Kochanie chciałam z tobą zjeść wspólną kolację. Tęsknię za tobą i potrzebuje więcej twojej uwagi. Martwię się o Ciebie i o twoje zdrowie.

 Tylko- ona uważa, że nie można na mnie liczyć i nie dbam o nią, ani o dzieci.  Jescze mnie stresuje i  straszy śmiercią.  Do grobu chce mnie wpędzić, czy za mną tęskni?

No tak, byłem na meczu, ale przecież teraz nigdzie się nie wybieram i możemy pobyć razem.

Jak to zawsze? Wychodzę tylko raz w tygodniu. Całe sześć dni jestem ze szkła? Nie zauważa, jak staram się dawać swoją uwagę i troskę. Przecież zawsze może na mnie liczyć…

 Urabia mnie, wpędza w poczucie winy, zabiera przestrzeń i zabrania wychodzić z domu.

 Cudowny anioł zamienia mi się w zrzędę  i terroryzuje mnie swoimi wymaganiami oraz tym, jaka jest ze mną nieszczęśliwa.
 Czuje się przy mnie samotna, choć naprawdę rzadko wychodzę z domu, pozostawiona bez mojej pomocy, choć tyle dla niej robię, wykorzystana, choć ciężko pracuje na nasz dom i pomagam w wychowywaniu dzieci…

 Daję tyle, ile potrafię, a i tak nigdy nie jestem dość dobry,  zawsze jest za mało i wszystko robię nie tak...

Scenariuszy nieporozumień-  odbiór nie równa sie intencji, czyli kobieta mówi co innego, a mężczyzna słyszy co innego, mogą być tysiące.

Kobiety są zmienne i używają podczas rozmowy bardzo dużo uogólnień. Mężczyźni myślą konkretami i biorą kobiece narzekania do siebie oraz dosłownie traktują ,, niewinnie przerysowane” komunikaty
 ( zawsze –to zawsze, wszystko- to wszystko, nigdy to nigdy) dotyczące tylko aktualnego zdarzenia.

,,To babskie gadanie” wszystko, nigdy, zawsze jest naprawdę przyczyną wielu nieszczęść,  a nawet rozwodów. Mężczyzna zaczyna rozglądać się za kobietą, którą może uszczęśliwić, przy której znowu może poczuć się potrzebny i doceniony. Przestaje się starać dla partnerki, której i tak nie może uszczęśliwić.

Kobieta nie rozumie, dlaczego mężczyzna zaczyna się odsuwać i daje coraz mniej.
 Mówi- przed ślubem miałam idealnego partnera, wręcz nosił mnie na rękach. Teraz go nie poznaję. Jest nieczuły, arogancki, bezduszny, leniwy, oziębły...
Coraz częściej wychodzi z domu, nie robi zakupów, nie interesuje się dziećmi.
 Nie tęskni za mną, nie zauważa mnie.
Jest względem mnie nielojalny, a  przysięgał  zawsze troszczyć się o mnie i wspierać mnie.

Może jestem już dla niego nieatrakcyjna, może ma inną, może mnie nie kocha?
 Narzeka, więc jeszcze częściej i dorzuca drew krytyki nie tyko w domu, ale i na forum publicznym.

Powiedzcie mi, jak mogłam wyjść za takiego nieudacznika?
Mężczyzna sięga po kieliszek i już - Zabacz mamo, ale pijak z niego.
Dlaczego mąż koleżanki sam zrobił remont? Ty nawet drzwi nie naprawisz.
 Zboacz jak innym się powodzi. Dlaczego ty, nie możesz tak zarabiać?
Tej to dobrze, facet szaleje za nią i nosi ją na rękach.
Ta to ma dopiero, wozi ją takim samochodem...

Mężczyzna nie ma już więcej ochoty wychodzić z domu w towarzystwie swojej ukochanej, bo oberwać po uszach przy innych,  to już mega porażka.  

Ona czuje się niekochana i  kolejny powód do krytyki znajduje się, jak na zawołanie - Już nigdzie razem nie wychodzimy...

Kobieta oczekuje więcej ciepłych słów i gestów, a mniej działań.


Wystarczy jak mężczyzna ja przytuli i powie, że za nią tęsknił. Nie zawsze doceni, gdy bez słów umyje jej samochód lub zrobi zakupy, pomimo iż był zmęczony po pracy. Żyje w świecie uczuć i to one stanowią  najgłębszy sens jej istnienia.
 W naturze jest tak, że musi zajmować się potomstwem, w tym noworodkami, więc intuicja, empatia, wyczucie i ,,domyślanie się" stanowią wręcz konieczność dla zachowania ciągłości gatunku.
 Co byłoby, gdyby nie zareagowała na płacz noworodka, ani nie wyczuła, że coś mu dolega lub znowu jest głodny? Gdyby nie domyśliła się, co i gdzie, go boli?

Stąd  znane niejednemu  mężczyźnie pytania i stwierdzenia- jesteś głodny kochanie? Co czujesz kochanie? Lub - Nic nie mów, ja wiem swoje!  Kochanie nie oszukuj, czuję, że...

Mężczyzna daje kobiecie miłość poprzez działanie i pomnażanie wspólnych dóbr materialnych. 

Czuje się w obowiązku zapewnić bezpieczeństwo finansowe i zająć się realnymi, przyziemnymi „ sprawami. Niezbyt pewnie czuje się w kwestii uczuć, a  wyrażanie ich  słownie lub w gestach może stanowić dla niego problem. Woli realne działania i myśli konkretami. Wyrazem miłości ku partnerce są więc jego  ,,zdobycze" i finansowe gesty: nowy samochód, podwyżka w pracy, zapłacenie za bilety do kina, obiad w restauracji, drobny upominek. Pomimo, iż czasy się zmieniły, on czuje się w obowiązku zapewnienia jej przetrwania i wyruszania na tzw. łowy.
   Co byłoby gdyby, tak jak ona w kółko przeżywał, ,,bujał "w świecie fantazji, marzeń  i uczuć, zamiast działać lub bronić przed niebezpieczeństwem, jej i  potomstwa?
Gdyby wyruszył na wojnę i zamiast walczyć, wczuwał się, tęsknił, pisał miłosne liściki lub pudrował nosa?

Ona oczekuje od niego czułości i adoracji, on chce dawać materialne rzeczy i okazywać to, jak ją kocha w działaniu oraz  demonstrowaniu zapewniającej jej bezpieczeństwo męskiej siły.

Ta rozbieżność interesów jest przyczyną wielu rozwodów, pretensji i żali. Kobieta czuje się niekochana, a mężczyzna wykorzystany i niedoceniony. Trudno im dać sobie wzajemnie to, czego oczekują i docenić obopólne starania.

 Kobieta musi wiedzieć, że skoro mężczyzna większość uwagi poświęca na pracę i konkretne zajęcia, to musi być za nie doceniony. Kiedy czuje się ważny i nagradzany za konkrety, chętniej będzie słuchał kobiety i dawał jej jeszcze więcej uwagi. On musi mówić, jak bardzo ją kocha i nauczyć się trudnej sztuki słuchania bez dawania rad.

 Paradoksalnie kobieta,, daje"  najwięcej, gdy pozwala mężczyźnie,, dawać", czyli stwarza mu  emocjonalną przestrzeń do ofiarowania jej miłości i pokazania, jak bardzo mu na niej zależy. Ta przestrzeń, to docenianie za wysłuchanie jej, dawanie rad- nawet wtedy, gdy oczekiwała tylko słuchania, nie pouczanie- czyli komunikowanie bez słów - wierzę, że zawsze potrafisz sam rozwiązać problem, ufam twojej kompetencji.

Musi zaufać i oddać się miłości, tylko wtedy partner poczuje się pewny, niezastąpiony i  ważny- ona na mnie polega, potrzebuje mnie. Zacznie dawać sam z siebie.

Kilka rad 
 Po pierwsze. Kobieta musi dać mężczyźnie przestrzeń i czas dla samodzielnego rozwiązania problemów.
Udzielać rad tylko wtedy, gdy mężczyzna o nie poprosi.
Rozumieć, gdy mężczyzna czasem wychodzi z domu i dać ma możliwość rozładowania emocji w samotności.
Zamiast krytyki doceniać nawet najmniejsze starania.
Nigdy nie roztrząsać domowych problemów na forum publicznym.
Nie obgadywać swojego męża za jego plecami i nigdy nie radzić się koleżanek w kwestii problemów między nimi.

 Mężczyzna musi nauczyć się słuchać kobiecego przeżywania bez – a po co ty… nie przeżywaj tak kochanie…
Zaakceptować jej potrzebę mówienia.  Pamiętać o tym, że  kobieta dopiero w trakcie wyrzucania z siebie potoku słów, znajduje sama rozwiązanie lub dochodzi do logicznych wniosków. Wielomówstwo leży w jej naturze.
Nauczyć się oddzielać zwykłe przeżywanie od realnych problemów i czekać jak kobieta sama poprosi o pomoc.
 Zadawać jej pytania. Czy mogę Ci w czymś pomóc?
 Nie brać do siebie kobiecych nieszczęść i nie czuć się zobowiązanym do ciągłego uszczęśliwiania. 
Kobietę uszczęśliwia sama obecność mężczyzny i to, że jest wysłuchana.
Nie traktować kobiecych uogólnień dosłownie. Pozwolić jej odreagować i mieć świadomość, że choć kobieta mówi- zawsze, to ma na myśli tylko konkretne zdarzenie.
Jak mówi- bo ty, to nie chce obwiniać partnera, tylko w zakamuflowany sposób, przekazuje  mu -kochanie daj mi więcej uwagi, jesteś dla mnie najważniejszy, czuję się samotna, gdy nie ma Cię przy mnie…

Oboje:  Mówić jak najczęściej przepraszam, dziękuję, doceniam Cię , kocham..

Ciąg dalszy nastąpi.


Kochane moje, z góry przepraszam Was, że tyle piszę o naszym zrzędzeniu i krytyce, ale uczę się na błędach swoich i  zamężnych koleżanek, a samo życie, w tym ostatnie spotkania towarzyskie, podsuwają mi przykłady.








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Sięgnij do natury , Blogger